Archiwa tagu: Margaret Madey Ratajczaka

Ekhem… jakby to powiedzieć… głupia ze mnie baba. Cóż to ja takiego mądrego przed tygodniem pisałam? Że się napawam spadającą wagą i nie ćwiczę? I że niebawem do fikania nóżkami wrócę? Że dobrze mi z tym i milusio? No więc łgałam jak pies!

Czytaj dalej

Czy ja już się chwaliłam, że nie uciekam z wrzaskiem z łóżka do masażu i wytrzymuję bez spazmów i chichotów całą sesję? Asia twierdzi, że to dlatego, że mam więcej mięśni (tadam!) a mniej tłuszczu (tadam, tadam!).

Czytaj dalej

Rurki… magiczne spodnie, w które nigdy, ale to NIGDY się nie wcisnęłam. Spodnie, które mogłyby zawierać cały strecz tego świata, a i tak przed moimi kilogramami kapitulowały… Rurki, w których niezmiennie wyglądałam jak radziecka panczenistka. Słowem – spodnie nie dla mnie.

Czytaj dalej

Pot lał się ze mnie ciurkiem na treningach, trenerka zwracała delikatnie uwagę, że za dużo ćwiczę, spodnie spadały mi z bioder (doooooobra, lekko koloryzuję – NIE wpijały się już tak w brzuch), a waga miała to wszystko w dalekim poważaniu. No, wściec się można!

Czytaj dalej

Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską, już mierzyłam w wyobraźni sukieneczki w rozmiarze 38… Bo przecież chudłam, waga w dół leciała na łeb na szyję, ciałko po masażach gładkie jak jedwab się robiło, a na dodatek i tu i ówdzie wyćwiczone… I co? I kiszka…

Czytaj dalej