Archiwa tagu: Katarzyna kamińska

Przestałam się ważyć – tak zgodnie nakazały mi Małgosia, która kontroluje co się ze mną dzieje; Asia, która mnie masuje i Karolina, dzięki której będę miała wkrótce kaloryfer na brzuchu i jędrne pośladki.

Czytaj dalej

Gdybym miała płacone za spanie, byłabym milionerką. Tam zaraz milionerką! – Bill Gates by mi nie podskoczył! Jestem typem nocnego marka – urzędować mogę do oporu, ale spróbuj mnie wyciągnąć o świcie z łóżka – zabiję!

Czytaj dalej

Pot lał się ze mnie ciurkiem na treningach, trenerka zwracała delikatnie uwagę, że za dużo ćwiczę, spodnie spadały mi z bioder (doooooobra, lekko koloryzuję – NIE wpijały się już tak w brzuch), a waga miała to wszystko w dalekim poważaniu. No, wściec się można!

Czytaj dalej

Co masz na talerzu? – przyjaciółeczka bezlitośnie obnażała moją niewiedzę na temat tego, co jem na co dzień. – Kanapeczkę z szyneczką, sałatę, kukurydzę, paprykę i marchewkę. – Co jest białkiem? Co węglowodanem prostym, a co złożonym? Gdzie jest błonnik? Gdzie tłuszcze? Ile to razem ma kalorii?…

Czytaj dalej

Słowo się rzekło, kobyłka u płota – nie ma zmiłuj, muszę zadzwonić do Ani. Inaczej do czerwca po moich zgubionych kilogramach śladu nie zostanie… Moje własnoręczne gotowanie dietetycznych potraw mogę sobie w ucho wsadzić. Tyję. T-Y-J-Ę!!!

Czytaj dalej

Mam na liczniku wciąż 12 mniej. Deprymuje mnie to, frustruje, irytuje i wkurza (żeby wymienić najbardziej eufemistyczne określenia stanu, w jakim się znajduję, widząc na wadze widok znajomy ten… ).

Czytaj dalej

Święta, święta i po świętach… Starałam się bardzo w to Boże Narodzenie. Zagryzałam zęby, gdy wokół dźwięczały widelczyki z sernikami, piernikami, makowcami i innymi słodkościami. Głuchłam namawiana na dokładki wędliny, pasztetów i rybek… Odmawiałam sobie makiełek…

Czytaj dalej

Pierogi z kapustą i z grzybami, uszka z grzybami, śledzie w oleju, ryba po grecku, tarta z kiszoną kapustą i żurawiną, gęsia pierś, barszczyk… Na samą myśl o powyższym zestawie ślina cieknie, a to tylko plan minimum, jaki sobie na święta rozpisałam.

Czytaj dalej

Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską, już mierzyłam w wyobraźni sukieneczki w rozmiarze 38… Bo przecież chudłam, waga w dół leciała na łeb na szyję, ciałko po masażach gładkie jak jedwab się robiło, a na dodatek i tu i ówdzie wyćwiczone… I co? I kiszka…

Czytaj dalej

Mamo, wolałam jak byłaś czarna… i taka bardziej puchata… – brzmiała recenzja dziecka po mojej ostatniej wizycie u Mirki i rozjaśnieniu włosów. No cóż… dziecięca szczerość nie ma sobie równych.

Czytaj dalej