Archiwa tagu: co jeść na diecie

Ponieważ schudło mi się odrobinkę, żal byłoby to zaprzepaścić, czyż nie? A nie jest to wcale takie trudne, przy tendencjach do podżerania nocnego i nieprawdopodobnej wręcz awersji do aktywności fizycznej.

Czytaj dalej

Rurki… magiczne spodnie, w które nigdy, ale to NIGDY się nie wcisnęłam. Spodnie, które mogłyby zawierać cały strecz tego świata, a i tak przed moimi kilogramami kapitulowały… Rurki, w których niezmiennie wyglądałam jak radziecka panczenistka. Słowem – spodnie nie dla mnie.

Czytaj dalej

Przyszło mi do głowy (dość późno, przyznaję…), że nic nie stoi na przeszkodzie, by domowników karmić jedzeniem, które i dla mnie będzie odpowiednie. Nie ukrywam, że inspiracją była mi dieta Ani Kotus – to, co pojawia się na moim talerzu za sprawą jej kucharzy za każdym razem mnie zachwyca. I zadziwia.

Czytaj dalej

Przestałam się ważyć – tak zgodnie nakazały mi Małgosia, która kontroluje co się ze mną dzieje; Asia, która mnie masuje i Karolina, dzięki której będę miała wkrótce kaloryfer na brzuchu i jędrne pośladki.

Czytaj dalej

Pot lał się ze mnie ciurkiem na treningach, trenerka zwracała delikatnie uwagę, że za dużo ćwiczę, spodnie spadały mi z bioder (doooooobra, lekko koloryzuję – NIE wpijały się już tak w brzuch), a waga miała to wszystko w dalekim poważaniu. No, wściec się można!

Czytaj dalej

Co masz na talerzu? – przyjaciółeczka bezlitośnie obnażała moją niewiedzę na temat tego, co jem na co dzień. – Kanapeczkę z szyneczką, sałatę, kukurydzę, paprykę i marchewkę. – Co jest białkiem? Co węglowodanem prostym, a co złożonym? Gdzie jest błonnik? Gdzie tłuszcze? Ile to razem ma kalorii?…

Czytaj dalej

Jeśli się nie rozleniwię do końca, może uda mi się w te ferie w górach coś jeszcze zrzucić… pomyślałam w przeddzień (a raczej przedwieczór) urlopu, pogryzając chlebek z twarożkiem. Niestety – był to już trzeci chlebek z kolei, a pora na posiłek była skandaliczna…
Czytaj dalej

Słowo się rzekło, kobyłka u płota – nie ma zmiłuj, muszę zadzwonić do Ani. Inaczej do czerwca po moich zgubionych kilogramach śladu nie zostanie… Moje własnoręczne gotowanie dietetycznych potraw mogę sobie w ucho wsadzić. Tyję. T-Y-J-Ę!!!

Czytaj dalej