Archiwa tagu: bilans diety

Co masz na talerzu? – przyjaciółeczka bezlitośnie obnażała moją niewiedzę na temat tego, co jem na co dzień. – Kanapeczkę z szyneczką, sałatę, kukurydzę, paprykę i marchewkę. – Co jest białkiem? Co węglowodanem prostym, a co złożonym? Gdzie jest błonnik? Gdzie tłuszcze? Ile to razem ma kalorii?…

Czytaj dalej

Jeśli się nie rozleniwię do końca, może uda mi się w te ferie w górach coś jeszcze zrzucić… pomyślałam w przeddzień (a raczej przedwieczór) urlopu, pogryzając chlebek z twarożkiem. Niestety – był to już trzeci chlebek z kolei, a pora na posiłek była skandaliczna…
Czytaj dalej

Słowo się rzekło, kobyłka u płota – nie ma zmiłuj, muszę zadzwonić do Ani. Inaczej do czerwca po moich zgubionych kilogramach śladu nie zostanie… Moje własnoręczne gotowanie dietetycznych potraw mogę sobie w ucho wsadzić. Tyję. T-Y-J-Ę!!!

Czytaj dalej

Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską, już mierzyłam w wyobraźni sukieneczki w rozmiarze 38… Bo przecież chudłam, waga w dół leciała na łeb na szyję, ciałko po masażach gładkie jak jedwab się robiło, a na dodatek i tu i ówdzie wyćwiczone… I co? I kiszka…

Czytaj dalej

Odchudzam się i odchudzam, wszyscy wokół wiedzą, że jestem na diecie (skutkuje to między innymi wykluczeniem mnie z dostępu do pysznych przekąsek na spotkaniach towarzyskich), jem zdrowo i niczego mi nie brak, a to sprawia, że trudno powiedzieć „e tam, odpuszczam sobie…”.

Czytaj dalej

Się doczekałam. Urlop, urlopik, urlopiątko… Nic nie będę robić. N – I – C! Czytać, czytać, spać, czytać, spać… Ot, nieskomplikowany plan mam taki…

Czytaj dalej

Kapusta z boczkiem w diecie odchudzającej – tego się nie spodziewałam:) Pożarłam ją w tempie i stylu, którego się odrobinę wstydzę, ale co się dziwić?

Czytaj dalej

Stanęła waga i stoi… O co chodzi? Jem grzecznie, martini sobie od ust odejmuję, słodkiego nie ruszam… i ani drgnie. Rozumiem teraz, o czym mówiła Małgosia kiedy ostrzegała przed efektem zniechęcenia… Mam odruch wymiotny na widok wagi…

Czytaj dalej