Archiwa tagu: Anna Kotus

Ekhem… jakby to powiedzieć… głupia ze mnie baba. Cóż to ja takiego mądrego przed tygodniem pisałam? Że się napawam spadającą wagą i nie ćwiczę? I że niebawem do fikania nóżkami wrócę? Że dobrze mi z tym i milusio? No więc łgałam jak pies!

Czytaj dalej

Sałata maślana z fetą, oliwkami i warzywami plus pieczywo plus owoc – śniadanie pierwsze. Smoothies z leśnych owoców – śniadanie drugie. Gnochi ze szpinakiem – obiad. Delikatny mus ananasowy – podwieczorek. I zupa szczawiowa z przepiórczym jajem na kolację. Oto jak wyglądał jadłospis ostatniego dnia diety z Anią Kotus.

Czytaj dalej

Czy ja już się chwaliłam, że nie uciekam z wrzaskiem z łóżka do masażu i wytrzymuję bez spazmów i chichotów całą sesję? Asia twierdzi, że to dlatego, że mam więcej mięśni (tadam!) a mniej tłuszczu (tadam, tadam!).

Czytaj dalej

Rurki… magiczne spodnie, w które nigdy, ale to NIGDY się nie wcisnęłam. Spodnie, które mogłyby zawierać cały strecz tego świata, a i tak przed moimi kilogramami kapitulowały… Rurki, w których niezmiennie wyglądałam jak radziecka panczenistka. Słowem – spodnie nie dla mnie.

Czytaj dalej

Przyszło mi do głowy (dość późno, przyznaję…), że nic nie stoi na przeszkodzie, by domowników karmić jedzeniem, które i dla mnie będzie odpowiednie. Nie ukrywam, że inspiracją była mi dieta Ani Kotus – to, co pojawia się na moim talerzu za sprawą jej kucharzy za każdym razem mnie zachwyca. I zadziwia.

Czytaj dalej

Pieję z zachwytu, popiskuję z radości, zerkam w lustro milion razy na minutę. Dlaczegóż to, ach dlaczegóż – zapytalibyście pewnie, gdyby nie tytuł bezlitośnie wyjawiający powód mojej radości.

Czytaj dalej

Przestałam się ważyć – tak zgodnie nakazały mi Małgosia, która kontroluje co się ze mną dzieje; Asia, która mnie masuje i Karolina, dzięki której będę miała wkrótce kaloryfer na brzuchu i jędrne pośladki.

Czytaj dalej

Pot lał się ze mnie ciurkiem na treningach, trenerka zwracała delikatnie uwagę, że za dużo ćwiczę, spodnie spadały mi z bioder (doooooobra, lekko koloryzuję – NIE wpijały się już tak w brzuch), a waga miała to wszystko w dalekim poważaniu. No, wściec się można!

Czytaj dalej