Przyszło mi do głowy (dość późno, przyznaję…), że nic nie stoi na przeszkodzie, by domowników karmić jedzeniem, które i dla mnie będzie odpowiednie. Nie ukrywam, że inspiracją była mi dieta Ani Kotus – to, co pojawia się na moim talerzu za sprawą jej kucharzy za każdym razem mnie zachwyca. I zadziwia.


Kremy słodkie na podwieczorek (mus pomarańczowy – obłędny!), tarty, makarony i ziemniaki na obiad, sałaty z szynką parmeńską (!) na śniadanie. Przecierałam początkowo oczy ze zdziwieniem, dopytywałam Małgosi, czy aby się ktoś nie pomylił, dzwoniłam do Ani, że jak to…

A tak to.

Okazało się, że mniej wiem, niż mi się wydawało. Można jeść WSZYSTKO. W-S-Z-Y-S-T-K-O. Byle w odpowiednich proporcjach, zastępując w miarę możliwości mocno niedietetyczne składniki innymi, ograniczając tłuszcz. Ograniczając, a nie wykluczając. Przebojem ostatnich dni są przeróżne smoothie owocowe. Szał!

Ponieważ dzieci moje własne zaczęły mi wyrywać z rąk kubeczki wypełnione smakowitą zawartością, postanowiłam… sama spróbować zrobić takie smoothie. I jest moc! Dzieci są zachwycone truskawkowymi przecierami, ja cieszę się, że jedzą na podwieczorek coś zdrowszego od drożdżówki czy mniej banalnego od jabłka w cząstkach.

A jeśli chodzi o to ostatnie – trafiło do śniadaniówek szkolnych. Nieobrane! Do niedawna – nie do pomyślenia! Pluję sobie w brodę, że tak późno zaczęłam, ale najwyraźniej dopiero teraz dostrzegłam oczywiste dobre strony świeżych owoców i warzyw w diecie. Do tej pory ulegałam jękom małolatów i ich głębokiemu przekonaniu, że warzywa i wszelka zielenina są trujące.

Ale pretensje mieć mogłam tylko do siebie – nie świeciłam w tej mierze przykładem. Aż tu nagle – młodzież sama domaga się sałaty do obiadu, surówki też przestały być obrzydliwe, a o owocach nawet nie muszę przypominać.

Okazało się też, że przygotowanie dwudaniowego obiadu plus deser ze składników, które absolutnie nie sprawią, że urośnie to, co nie powinno, nie jest skomplikowanym procesem. Przykład? Zupa szczawiowa z jajem plus pierś kurczaka plus ryż i sałata, zakończone truskawkowym musem. W sumie – może ze 45 minut w kuchni. Brzmi nieźle? A jak smakuje!

Ot, jeszcze jeden efekt uboczny odchudzania… Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *