Mam na liczniku wciąż 12 mniej. Deprymuje mnie to, frustruje, irytuje i wkurza (żeby wymienić najbardziej eufemistyczne określenia stanu, w jakim się znajduję, widząc na wadze widok znajomy ten… ).


Gdzieś popełniam ewidentnie błędy – niby jem rozsądnie, co trzy godziny, wsuwam warzywka, nie wsuwam tłuszczów, słodyczy i różnych tam zapchaj brzuchów, a waga nie spada. Małgosia podsumowała to krótko: „Ty nie masz utrzymywać tej wagi, którą już osiągnęłaś, tylko dalej chudnąć”.

I chyba ma rację – udaje mi się od dwóch miesięcy nie przytyć, ale na chudnięcie to też specjalnie nie wygląda… Jakiś pozytyw w tym jednak jest – wiem, jak utrzymać wagę!

Coś czuję jednak, że pokornie na kolanach błagać będę Anię, by znów mi gotowała. Przynajmniej do czasu, aż nie zobaczę tych wytęsknionych 65 kilogramów. Ciągle mi do nich brakuje 5 z niewielkim haczykiem (haczyk zależny jest od pory dnia, zestawu, jaki sobie zafundowałam dzień wcześniej i ilości wypitej wody).

A piję znacznie, znacznie, znacznie mniej niż latem… To znaczy pijam więcej kawy i herbaty, ale woda wyjątkowo słabo w tym towarzystwie wypada. Coś tam dopijam wieczorami, piję też więcej w czasie, gdy spalam tłuszczyk na fitnessie, ale czuję przez skórę, że to wciąż mało…

Powinnam 2,5 litra dziennie, 10 szklanek… Hmmm… Policzmy – kawka z mlekiem rano, kawka w pracy (siorbana przez cały dzień) plus litr wody z baniaczka. W drodze z pracy odrobinka z butelki… W domu kawka. Wieczorem dwie szklanki wody przed snem, czasem trzy… No nijak nie chce wyjść tyle, ile powinno. Może w tym tkwi przyczyna?

A może w tym, że warzywka w grudniu i styczniu nie smakują tak jak w lecie? Pomidor smakuje jak trociny, ogórek nawet nie leżał obok smaku ogórka, tylko cebula jest cebulą i czosnek swoją moc ma. Już jednak widzę miny koleżeństwa w pracy, na widok sałatki cebulowej przytarganej przeze mnie do redakcji. Tudzież kanapeczki z czosnkiem. Nie mówiąc już o „chuchu”, który niechybnie by mi towarzyszył. A inne jesienne warzywa? Trzeba je gotować, a ja się kompletnie nie znam na gotowaniu WARZYW. Mięso tak, ale warzywa? Coś jednak zrobić będę musiała.

Poczekam jeszcze z tydzień i – jeśli w kwestii wagi nic się nie zmieni – przedsięwezmę jakieś zdecydowane kroki. Oczywiście, dowiecie się o nich pierwsi…

Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *