O tym, jak słaba silna wola sprawia, że boję się weekendów, a przed świętami drżę… – czyli felieton z Głosu

Kategorie: Bez kategorii

Tagi: , , , , , , , ,

Poobserwowałam się uważnie przez dni kilka. Łapałam się za rękę w różnych momentach i porach dnia. Wyskakiwałam zza węgła, gdy szłam do kuchni. Zerkałam przez ramię, gdym niosła widelec do ust. I kategorycznie stwierdzam – palma pierwszeństwa w dziedzinie samooszukiwania zdecydowanie należy do mnie!


No luuudzie… jaki sens jest we wmawianiu sobie, że się jest na diecie, kiedy się podżera ukradkiem? I jeszcze się na wagę obrażać? Złorzeczyć i infekcjami zasłaniać? Obnażona została moja hipokryzja w całej krasie. A jakie sobie tłumaczenie fundowałam za każdym razem? Otóż – że spalę to, ćwicząc! Wziąć, palnąć w blond łeb i patrzeć, czy równo puchnie… Małgosia ma pełne prawo powiedzieć „tej pani już dziękujemy”. Ona ślęczy, bilansuje diety, masuje cielsko grube, a ja? A ja tymczasem na kolacyjkę grahamkę z szynką zagryzam porzuconym przez dziecko naleśniczkiem… Tu jeden naleśniczek, tam dodatkowa porcyjka mięska i waga stoi. Dziękować siłom wyższym, że nie zaczęłam tyć! Być może dlatego, że przyłożyłam się i zaczęłam naprawdę REGULARNIE ćwiczyć. Ale poza tym – najwyraźniej przeceniłam siebie i swoje samozaparcie. Słaba baba ze mnie i tyle… Ale wstyd mi, kiedy słyszę ze stron różnych „achy” i „ochy”, że tak pięknie schudłam, i że w ogóle kapitalnie… Zaczęłam się podle z tym czuć, bo wyczyniałam (zwłaszcza w ostatnim czasie) takie sztuki, że koniec świata. Ale zauważyłam w tym wszystkim zastanawiającą prawidłowość – przygotowane do pracy porcje absolutnie mi wystarczają, problem zaczyna się w domu. Dostęp do dóbr wszelakich i mnogość wyboru rzucają mi się ewidentnie na mózg i ręce same niosą do ust ponadprogramowe porcyjki. A już weekendy jest dramatycznie! Wstaję nieprzyzwoicie późno, do śniadania zabieram się jeszcze później, no i w efekcie o reszcie dnia lepiej nie wspominać… Poniedziałek w każdym razie zaczyna się wyrzutem sumienia. A tymczasem w perspektywie świąteczne obżarstwo… Drżę na samą myśl o skutkach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *