Mamo, wolałam jak byłaś czarna… i taka bardziej puchata… – brzmiała recenzja dziecka po mojej ostatniej wizycie u Mirki i rozjaśnieniu włosów. No cóż… dziecięca szczerość nie ma sobie równych.


To samo dziecko zapytało mnie wszak kilka miesięcy temu, cóż to takiego zwisa mi pod brodą… Niewtajemniczonym tłumaczę – podbródek to był. Szczerością dziecka w tym przypadku zachwycona nie byłam, ale akurat puchatości mi nie żal, a jak blond się rzeczywiście nie sprawdzi, to go zmienię na jakiś inny. W przypadku koloru włosów efekt jo-jo mnie nie przeraża.

Natomiast sądząc po nagłych atakach apetytów wszelakich (dopadających mnie zawsze znienacka i zawsze późno) z przerażeniem konstatuję, że największym wyzwaniem dla mnie nie będzie wcale osiągnięcie założonego celu! Dużo trudniejsze będzie tego celu utrzymanie!

Takie na przykład imieniny własne. Poszłam w jaja – sałatka warzywna z jajami, jaja w majonezie, jaja w cieście. Jak na dietę – zestaw taki sobie. Ale to dla gości miało być, nie dla mnie. Ja miałam elegancko pogryzać marcheweczkę w kącie, tudzież sok buraczany popijać. Aż tu jak mnie nie najdzie ochota! O tyle była przyzwoita (ta ochota), że naszła mnie, jak goście wyszli…

I nuże męczyć mnie o jajeczko, o łyżeczkę sałatki, o kąsek ciasta, o skrawek serka zapachem zabijającego… Mędziła, nudziła, kusiła… aż uległam, słaba kobieta. Wstydzę się przytoczyć wiązankę słów ogólnie uznawanych za nieprzyzwoite, jaką sobie własnoręcznie puściłam po pożarciu ostatniego okruszka. Ale już było po ptokach…

I gdy tak siedziałam – z jednej strony delektując się smakiem ostatniej potrawy, a z drugiej sobie złorzecząc – zdałam sobie sprawę, że taka walka stanie się już dla mnie codziennością. Ochota kontra słaba silna wola. Folgowanie lub rozmiar 38. Lękam się o wynik, ale rękawicę podjęłam. Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *