Jesienne przesilenie czyli zaległy wpis

Kategorie: Bez kategorii

Mam kryzys. Łażę jak śnięta, senna wciąż i głodna… Jak nic – jesień…

Rok temu, i dwa, nastąpił w tym czasie gwałtowny przybór wagi. Się boję, że się może powtórzyć i tym razem. Bo waga stanęła i ani drgnie.

– No nie drgnie, bo sobie pozwalasz – JA marzące o talii osy i długich nogach warknęło groźnie. – Co było w weekend? Trzy razy tylko jadłaś, w dodatku o jakiś dziwnych porach, już nie chce mi się nawet mówić, co to było…

– Oj, weź… – JA gotujące, smakujące i piekące mruknęło spod kołdry, jak zwykle w obronie. – Piękny dzień był, złota polska jesień, wycieczka się udała, kto by myślał o odchudzaniu.

– Kto by myślał, temu by waga nie stanęła w miejscu – JA nr 1 było bezlitosne. – A ciasteczka się żarło?

– Połamał się makaronik, do ludzi przecież z takim nie przystoi iść, a zmarnować żal – JA nr 2 uśmiechnęło się lekko na wspomnienie sobotniego grzechu. – Poza tym ćwiczenia kalorie spaliły, nie? Po to się tarza po ziemi i nogami macha bezsensownie…

– Bezsensownie? – JA nr 1 zapałało świętym oburzeniem. – A mięsień widziałaś?

Bo mam mięsień. Albo nawet dwa. Mięsień uda.

Objawił mi się niespodziewanie – zobaczyłam go ni stąd, ni zowąd w trakcie jakiejś banalnej czynności domowo-kuchennej. Się nagle noga napięła i – myk! – wyskoczył mięsień. Zaraz się schował wprawdzie, bo zaskoczona stanęłam w innej pozycji, ale był tam. Na pewno.

No, no…

Ciekawe, co jeszcze się mi objawi:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *