Świat się kończy… Tarzam się po podłodze, macham nogami, pot ze mnie spływa, tłusta oliwa… Innymi słowy – ćwiczę.

Nie uwierzyłabym w powyższe zdania jeszcze trzy miesiące temu. Ba! jeszcze miesiąc temu wydawało mi się, że „rzecz sama w sobie przyjemna, ale ruchy niegodne inteligenta” trawestując starą anegdotę…

Coś musiało mi się tam zdrowo w głowie od tej sałaty i kiełków poprzestawiać.

– I dobrze! – zadowolone JA marzące o talii osy i długich nogach przegryzało marchewkę i szukało kolejnych ćwiczeń na YouTube. – Zobaczysz, pośladki będziesz miała jak Jagienka z „Krzyżaków”.

– Acha, dziękuję, wolę własne – JA gotujące, piekące i smakujące kuśtykało obolałe i z zakwasami w stronę kuchni, węsząc przysmaki.

– Oooo, patrz, tego jeszcze nie było – oko JA nr 1 błysnęło złowrogo i łypnęło na kolejny film z morderczym zestawem ćwiczeń.

– W ogóle tego jeszcze nie było, żeby się tak katować z własnej woli – JA nr 2 jęknęło i zamknęło oczy na widok podskoków w tempie czardasza.

Na monitorze prężyła ciało Mel B., kiedyś jedna ze Spice Girls, teraz najwyraźniej spełniająca się trenerka fitness. Pompowała pośladki… – jakkolwiek to brzmi.

I jakkolwiek to zabrzmi teraz – ja zaczęłam to robić razem z nią…

Tak, pompowałam pośladki z Mel B! *

Ona nóżką w bok, ja nóżką w bok, ona kończynę do góry, ja swoją też do góry… I tak 10 minut.

I albo te ćwiczenia są dla mało wymagających, albo mniej lub bardziej regularny wysiłek sprawił, że dłużej wytrzymuję (wolę oczywiście wersję drugą…). Wytrzymałam bez problemu, ani przez moment nie odpuściłam i nie spociłam się jak mysz.

Podeszłam więc do „Skalpela” Chodakowskiej. I – sukcesik – dałam radę prawie bez folgowania sobie. Jest kilka ćwiczeń, których w tym zestawie serdecznie nie znoszę, ale ewidentnie kondycyjka mi się poprawiła. Brawo ta Pani:)

Jak tak dalej pójdzie, to może do Killera podejdę? Na razie spaceruję w Vacu Line. To taka bieżnia w termosie. Albo szybkowarze. W opisie zabiegu stoi jak byk, że wpływa na ukrwienie skóry, eliminuje celulit i zmniejsza obwód ciała. Zobaczymy… Póki co pół godzinki szybkiego marszu w gumowym gorseciku raz na dwa dni sobie funduję. Nie przemęczam się zbytnio, książkę czytam w trakcie – jest dobrze.

Aaaaaa – byłabym zapomniała o tym napisać – schudłam 9 kilogramów!

Werble, chóry, kurtyna…

* To zdanie prawdopodobnie będzie mnie prześladować do końca życia.
To zdanie prawdopodobnie posłuży kiedyś jako narzędzie szantażu.
To zdanie ktoś na pewno przypomni mi w najmniej odpowiednim momencie.

P.S. Takie cuda jadłam we wtorek:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *