…albo w dzierżawę wezmę. No i co z tego, że się zapisałam i mam do dyspozycji tryliard miejsc, w których mogę ćwiczyć? Zgaduj zgadula, co z tego…

Jak tak dalej pójdzie, to będzie najdroższy trening spiningu w dziejach. Jedne słownie – jedne – zajęcia do tej pory wykorzystałam… By to obesrało:(

Bo się nie składa, bo to, bo tamto… Eeeech…

– Nie mówiłam przypadkiem, że tak będzie? – JA marzące o talii osy i długich nogach beznamiętnie kiwało głową. – Bo to inaczej było jak z Nautilusa w pakiecie na 14 miesięcy korzystać miała?

– I korzystała! – zaperzyło się JA gotujące, piekące i smakujące. – Aż tak stara nie jestem, żeby nie pamiętać! Te rowerki… Siłownia… Sauna nawet się zdarzyła…

– O to, to, to.. Z-D-A-R-Z-Y-Ł-A! – JA pierwsze się zaperzyło. – Dwa razy była na treningu? Trzy? Na 14 miesięcy… Aż tak stara nie jestem, żeby nie pamiętać!- złośliwie przedrzeźniło JA nr 2

– Oj tam, oj tam… Młoda była, samochodu nie miała, Nautilus nijak po drodze nie był, teraz będzie inaczej – JA nr broniło mnie ostatkiem sił.

Oby… Póki co się nie składa. Na szczęście na kijach udało się pochodzić. Dwie godziny minęły jak z bicza trzasł, ale lazłam tym razem jak matrona. Ale przez dwie godziny lazłam. Się liczy jak nic. Jeszcze się zawezmę i jakiś trening pyknę. Obiecuję.

Tym bardziej, że wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że taki wysiłek – nienadzwyczajny, ale regularny – jest mi przeznaczony, jeśli nie chcę paść rażona gromem.

Tymczasem sylwetkę mą coraz subtelniejszą (a co mi tam – jak sama sobie tego nie powiem, to na kogo mogę liczyć?) rzeźbi masażystka Asia.

Co mi do łba przyszło twierdzić, że ona przerażająca jest?
Że bać się jej trzeba?
Że groźna i stanowcza?

No, ok – to ostatnie (stanowcza w sensie) zgadza się co do joty. Ale reszta – won z takim pierwszym wrażeniem! Włażę pod stół i odszczekuję wszystko, co do tej pory powiedziałam (prócz tej „stanowczej”)!

Bo to jest zupełnie inaczej:)
Faktem jest, że wymaga współpracy od osób, które zamierzają schudnąć i jeśli ktoś liczy na pobłażliwość, to się przeliczy. I stąd przerażające pierwsze wrażenie, bo jak na wstępie zaznaczyłam – u mnie z konsekwencją i silną wolą mocno na bakier. Myślałam sobie „tu se pyknę dietkę, od czasu do czasu masażyk i szafa gra”. A Asia mi na dzień dobry, że wysiłek trzy razy w tygodniu, że same masaże cudów nie czynią i nie chce słyszeć o grzechach w diecie. A ja – osioł dardanelski – jak mi ktoś tak, to ja siak. I tak oto powstała „groźna Asia, co się jej boję”.

Teraz jedyne czego się w jej wykonaniu boję, to masaż tzw. boczków. O luuudzie… Skręcam się ze śmiechu, wiję na łóżku do masażu jak piskorz i cała sztywnieję. A żebra bolą mnie później tak, jakbym mnie anakonda ściskała… Ale inne partie ciała – nie powiem – coraz łatwiej masować.

Powolutku pozbywam się balastu zbędnego, wiem już jak jeść i kiedy, gotuję dietetycznie coraz sprawniej…

I jeśli to znów zaprzepaszczę, to uroczyście oświadczam, że będzie mnie można kopnąć w dupę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *