Oczywiście to wskazania mojej wagi, Małgosiowa – jak znam życie – pokaże kilogram więcej. No ale proszę państwa – 5,2 kilograma w dół (słownie pięć przecinek dwa!!) 🙂 miód dla moich uszu…

Ciekawostką jest to, że mam nieustające wrażenie, że jem przeogromne ilości jedzenia. Taki zestawik Ania, mi przygotowała na środę:
sałatka z kurczakiem i selerem naciowym do tego grapefruit (jadłam to wszystko 40 minut, tyle tego było, słowo zucha!)
koktajl z truskawek z otrębami (smaczny, ale wysiada przy koktajlu z jabłka z cynamonem)
placki z cukinii, sos tzatzyki plus pieczone jabłko z rodzynkami, migdałami i cynamonem (myślałam, że pęknę… a pyyyyyszne takie, że hej)
kanapka z chleba pełnoziarnistego ze śledziem w pomidorach i arbuz na deser (żyć nie umierać…)
zupa krem z pieczonych pomidorów (lekka, aromatyczna i pyszna…)

Się je i je… Ale skoro się chudnie, znaczy się – dobrze jest:)

– Taaa, a tiramisu w weekend to pies? – JA marzące o talii osy i długich nogach szukało dziury w całym. – Zeżarłaś, że tylko widelczyk błyskał… i to w warunkach recydywy!

– Weź, ale zagryzła wielkim grapefruitem – JA gotujące, piekące i smakujące tradycyjnie wzięło mnie i moje grzeszki w obronę. – Poza tym Chodakowska była trenowana, znaczy się tiramisu spaliło się zanim zaszkodziło… Tak myślę…

Co racja, to racja. Do grzeszków już się przyznałam, a Chodakowskiej SKALPELA rzeczywiście zaliczyłam. Dwa razy. Tu i ówdzie odpuszczałam, bo mi mięśnie mówiły „w co ty nas wkręcasz, kobieto?” i odmawiały posłuszeństwa, ale przeżyłam i zamierzam powtarzać wyczyn. Zwłaszcza, że M. ćwiczy już drugi tydzień i w pasie zgubiła 7 cm. Wow!

No i znów na kijach byłam. Tym razem Cytadela. Mójeju, mójeju – jak tam pięknie! Tylko aż człowieka skręca, że taki amfiteatr letni – znakomicie zlokalizowany i przygotowany – stoi i niszczeje. A coś czuję, że akustyka tam jest świetna i mogłoby tam się dziać a dziać latem… Czy niechęć do wyremontowania sprawia tablica głosząca, że na chwałę przyjaźni polsko radzieckiej i w czynie powstał? Eeeeech… Za to galerie handlowe wyrastają w tempie pleśni na kanapce w tornistrze młodszego dziecka…

– Ot, istota społeczna się w odchudzonym ciele obudziła – JA marzące o talii osy i długich nogach prychnęło pogardliwie. – Po amfiteatrze z kijami latać będziesz? O siedzenie ci chodzi, leniwcze…

– O jakie siedzenie, głąbie?! – JA piekące, gotujące i smakujące zapałało świętym oburzeniem. – Do siedzenia na Cytadeli masz dwie knajpy, nawet zjeść w nich można dobrze, a amfiteatr to inna inszość. Ale co ty tam wiesz…

Kije planuję jeszcze dzisiaj, a wcześniej kolejny masażyk. Tym razem się nie wywinę – będzie drenaż limfatyczny ręczny. Już mam skurcze na myśl o łaskotkach… Ale zagryzę zęby i dam radę.

W takim tempie odchudzania, na urlopik pojadę z nadbagażem lżejszym o 6-7 kg.

Noooooo, jak to rzeczywistość może człowiekowi niespodziankę zrobić:)

Trzymajcie kciuki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *