Ja wiedziałam, że waga Małgosi jest zwichrowana. Bo przecież niemożliwe, żebym u niej ważyła 82, a na swojej 79,2. Los absurdos. A mojej ufam, bo się dobrze znamy i ważę się na niej codziennie. I codziennie jest mnie mniej. Niezauważalnie oczywiście dla otoczenia, ale czyż nie „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”??? 🙂

Jem grzecznie i skrupulatnie to, co dostaję w paczuszkach od Ani Kotus. Luuudzie – ja nie wiedziałam, że można takie cuda robić dietetyczne! Słowo zucha (lub -jak wolą moje dzieci – druhny drużynowej)!!!

Przykładowe śniadania z czterech dni:
jogurcik z muesli i malinami
kanapeczka z szynką, warzywami plus pomarańcza
wielka micha owsianki z owocami i – chyba – cynamonem
jogurt z pomarańczami, orzechami i ziarnem wszelakiem

W życiu bym nie wpadła na to, że tak jedząc – schudnę. A chudnę!!!

Dzisiaj umówiony masażyk. Brrrr… Mam dreszcze na samą myśl. Ale nic to, Kaśka… Damy radę.

Kontrola wagi w gabinecie Małgosi i – TADAM! – 2 kilo mniej. Na tej zwichrowanej wadze, zepsutej, co złośliwie mnie pogrubiała! 2 kilo mniej niż przed tygodniem!

– Taaaaa, anoreksji się nabawisz i rozchorujesz. Tyle się słyszy o tych dietach-sretach – JA gotujące, piekące i smakujące chichotało złośliwie.

– Durna baba – dyplomacja i urok osobisty nigdy nie były silną stroną JA marzącego o talii osy i długich nogach.

Niepokój jednak zakiełkował i zaczął się rozwijać jak rozmaryn.

– Dlaczego ja tyle schudłam w tydzień??? – pytanie tym razem trafiło na Anię, rudą jak ta z Zielonego Wzgórza, ale równie drobną i eteryczną jak Asia sprzed tygodnia. Złośliwie chyba Małgosia na mnie nasyła takie drobne kobitki, żebym przy nich wyglądała jak Fred Flinstone…

– Na początku często tak bywa, traci się wodę i po drenażu waga spada szybciej. Za to później chudnięcie może się zatrzymać na dłuższy czas i wtedy ważne, żeby się nie zniechęcać  – wyjaśniła Ania i kazała kłaść się na łoże tortur. – Dzisiaj będzie masaż bańką.

O, zniosę nawet masaż bańką na mleko, byle nie łaskotało.

I nie łaskotało. Za to troszeczkę, troszenieńkę, odrobineczkę bolało. W porównaniu jednak z masażem ręcznym – KOCHAM MASAŻ BAŃKĄ!

Acha – dziwna rzecz – ktoś musiał podmienić mi jeansy. Mają sporo luzu w pasie. A że nie słyszałam o jeansach ulegających autosugestii że się chudnie, podmianka wydaje się jedynym rozsądnym wyjaśnieniem…

P.S. Nadal gotuję rodzinie  – tym razem była carbonara… Ten zapach, ten smak (musiałam spróbować, czy dobre…), ten boczuś… Myślałam, że własny język połknę…

W mojej diecie akurat była pora na podwieczorek i jadłam makaron ryżowy z truskawkami. Też pyszne („mamo – a dasz mi spróbować, czy ty musisz to wszystko sama zjeść?”), ale moje zmysły nijak nie chciały się pogodzić z tym, że co innego czują, a co innego smakują…

Ale dałam radę! Nie złamałam się! Ani ciut ciut…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *