Nie poznałam Cię – słowa Małgosi niestety nie były komplementem. Bardzo nie były… Kiedy widziałyśmy się ostatnim razem, piała z zachwytu patrząc na to co – zupełnie sama, bez bicza w jej osobie – zrobiłam. A dokonałam rzeczy wielkiej – pozbyłam się 12 kg. Wtedy byłam przekonana, że bezpowrotnie…

Niestety, okazało się, że jak najbardziej powrotnie. W dodatku ze słusznym zapasem.

– Oj, tam, oj tam… – jeszcze próbowałam ratować twarz. – Kochanego ciałka nigdy nie za wiele, zwiększyłam powierzchnię erotyczną, mogę jeść wszystko, a jak ktoś mi powie, że mam iść na dietę zjem również jego…– bredziłam tekstami z facebooka. – A tak swoją drogą – nie znasz kogoś, kto poradziłby sobie z moimi bólami pleców i kręgosłupa???

Mina Małgosi bynajmniej nie wyglądała na współczującą…

– Bóle kręgosłupa powiadasz…? jakiś związek z tuszą ci się nasuwa…?.

– Doooobra, może wpadniesz wreszcie na kawkę? – jakoś temat kręgosłupa przestał mi się podobać. – Ostatnio pyszne ciasta produkuję, wiesz? Chyba kryzys wieku średniego mnie dopadł. Mówię ci, palce lizać, musisz spróbować…

Paplałam jak najęta, a Małgosia cierpliwie słuchała. W kwestii kawy wymówiła się brakiem czasu i tyle ją widziałam…. Wróciłam do domu i popatrzyłam na siebie jak na dawno nie widzianą krewną… I zobaczyłam to, co było oczywiste.

Ok. trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – spasłam się, rozborsuczyłam, utyłam… Były znaki, które o tym mówiły, ba! wrzeszczały, ale byłam do tej pory na nie ślepa i głucha.

Mówiły mi o tym już spodnie (absurdalność tłumaczenia zbiegnięciem się w praniu dopiero teraz do mnie dotarła), mówiło odbicie w lustrze (nie żebym się w nim nie mieściła, ale jakby bliżej ram byłam), mówiły dzieci (nie wiem, dlaczego rozbawił mnie komentarz do trzech podbródków, które ja mam, a one nie…).

A przecież jestem dzielna i sama, samiusieńka schudłam już raz. Schudłam znacząco, bohatersko i bez – wydawało się – wielkich wyrzeczeń. Ale to było kiedyś, a teraz przyturlało się do mnie JOJO.

– No i co z tego… – pomyślało moje JA gotujące, piekące i smakujące.

– I gruba baba z tego… – odpowiedziało JA marzące o talii osy i długich nogach.

– Weź… – kontynuowało JA nr 1

– Wezmę, żebyś wiedziało. Za siebie się wezmę, za telefon wezmę i wezmę zadzwonię do Gośki – JA nr 2  zrobiło to wszystko na raz i… zrealizowało. Bo jak chce się coś zrobić, to należy to zrobić – koniec, kropka, basta.

Małgosia najpierw długo się śmiała, a potem potraktowała mnie jak wyzwanie. Potraktowała mnie jak syna marnotrawnego. Postanowiła, że mnie odchudzi.

A ja postanowiłam, że schudnę i że to wszystko tu ładnie opiszę.

I jak postanowiłam – tak robię.

Trzymajcie za mnie kciuki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *