Harce wokół Chrystusa. Wstyd.

Kategorie: Bez kategorii

Stało się. Chrystus stanął. Co prawda najpierw został przywieziony, a dopiero potem postawiony. Oczywiście został również poświęcony. Była uroczystość z wielką pompą, był sprzeciw władz miasta w tej sprawie. Wypowiedziała się Wyborcza i jej felietoniści. Jedni są szczęśliwi, inni wyrażają swoje świeckie oburzenie. Zapewniam Szanownych Państwa, że wszystkie strony sporu wokół tego pomnika są z siebie bardzo zadowolone. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy.

Rzecz jasna zadowoleni są przedstawiciele Akademickiego Klubu Obywatelskiego wespół z Komitetem Odbudowy Pomnika Wdzięczności. Bo jak by nie było Chrystus jest. Jest on przecież wierną repliką elementu samego Pomnika Wdzięczności. Jest i jakże dumnie kłuje w oczy obecne władze miasta, którym udało się zrobić na złość. Kłuje i kłuć będzie jeszcze tak długo, aż się zwolennikom tej figury nie znudzi. Bo chociaż Chrystus stoi całkowicie nielegalnie, to kto się odważy go usunąć? A jak ktoś będzie chciał go usuwać, to i jeszcze lepiej. Bo i hucpa większa, i chwała przeogromna, kiedy własną piersią trzeba będzie bronić Jego.

Nie powinni narzekać również i ci, którzy z ohydą spoglądają na jeżycki skwer przed kościołem na Kościelnej. I wielokrotnie jeszcze będą się oburzać, oznaczać na snapczatach, fejsbuniach i na łamach Wyborczej. Ze szczególną zaciekłością będą robić selfi w drodze na lody naturalne na Kościelnej. Koniecznie w niedzielę, żeby świeckość była jeszcze bardziej świecka. Ależ będzie o czym pisać, przeciwko czemu protestować, udowadniać zamach na świeckość i zniewolenie wolnego przecież Miasta Poznań. Nic, tylko protestować! Z Kodem, albo bez KODu, a najlepiej raz tak, a raz siak.

Najbardziej jednak mi wstyd, że tu nie o Chrystusa chodzi. Nie o Niego. Nic, a nic. To wyłącznie polityka, cyniczna rozgrywka, medialna pożywka. I tak strasznie mi przykro, że w to wszystko próbuje się mieszać Kościół, wiarę i Jego. I jedni i drudzy będą teraz sobie całkiem śmiało urządzać wokół Chrystusa zapasy w kiślu.

Sorry, beze mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *