Co zrobi prezydent Jaśkowiak?

Kategorie: Bez kategorii

Cokolwiek by nie powiedzieć o prezydenturze Jacka Jaśkowiaka, trzeba przyznać, że dzieje się sporo. Czas płynie szybko, więc i prezydent Jaśkowiak już teraz szykuje grunt pod wybory samorządowe za dwa i pół roku. Przesada? Bynajmniej. Wydaje się, że w posunięciach prezydenta panuje chaos, ale moim zdaniem, to bardzo precyzyjnie zaplanowane działania wizerunkowe.

Jacek Jaśkowiak wyraźnie akcentuje wszelkie kwestie ideologiczne, począwszy od uczestnictwa w Marszu Równości, na sporze z kibicami skończywszy. Wszystkie te głośnie spory i kontrowersje, które na pierwszy rzut oka nie mają wspólnego mianownika, mają na celu zintegrowanie elektoratu centrowego i lewicowego. Elektoratu, który zorientowany jest na liberalizm światopoglądowy, mniejszości, dla którego symboliczna walka z ksenofobią i rasizmem leży w centrum uwagi wszelkiej działalności politycznej.

Prezydent Jaśkowiak naobiecywał całe mnóstwo rzeczy w kampanii wyborczej. Już dzisiaj jest jasne, że części nie da się zrealizować. Ba, większości z nich nie było szansy w ogóle wprowadzić w życie. Bo każdy, kto choć odrobinę znał się na temacie mówił otwarcie – w cztery lata nie da się zbudować tramwaju na Naramowice, nie da się wybudować 4 tys. mieszkań, itp. To było jasne od początku. I choćby na miejscu Jacka Jaśkowiaka był najlepszy spec od zarządzania w samorządzie, nie dałby rady. To się nie mogło udać. Niemniej jeszcze żadnemu politykowi nie zaszkodziły niezrealizowane obietnice wyborcze, ale każdego potrafią ze sceny politycznej zmieść zawiedzione nadzieje wyborców.

Co z tego wynika? Otóż wydaje się, że dla Jacka Jaśkowiaka nie ma konkurencji na lewo od centrum. Taką konkurencją nie jest też Tomasz Lewandowski. Mimo, iż ten ostatni konsekwentnie deklaruje start w wyborach prezydenckich, to ostatecznie taki ruch nie ma sensu. Z kilku powodów. Po pierwsze – radnego Lewandowskiego nie ma już w SLD. Już w jego ostatniej, przyznajmy to, imponującej kampanii wyborczej odchodził od jednoznacznego skojarzenia ze skompromitowanym szyldem. Ale wówczas to on nie miał na lewicy konkurencji. Obecnie coraz brutalniej na jego podwórko wdziera się obecny sojusznik w osobie prezydenta Poznania. Powstanie zatem pytanie – kto zagospodaruje ten elektorat. Jest dość prawdopodobne, że radny Lewandowski jest w stanie powtórzyć dobry wynik w wyborach prezydenckich. Ale jednocześnie osłabi w ten sposób pozycję Jaśkowiaka, ale co ważniejsze – wątpliwe jest, czy będzie w stanie wprowadzić do Rady Miasta silną reprezentację. A to będzie miało kluczowe znaczenie w układzie w nowej kadencji. Słaby klub może wyrzucić na aut Tomasza Lewandowskiego. Będzie musiał się zatem zastanowić, co jest ważniejsze – zbudowanie silnej listy z Jackiem Jaśkowiakiem, ruchami miejskimi i całą masą mniejszych organizacji, a także z tzw. społecznikami, czy pójście własną, ryzykowną drogą. Lewandowski będzie musiał postawić sobie jeszcze jedno ważne pytanie – czy start w wyborach prezydenckich i tym samym wejście w spór z urzędującym prezydentem mu się opłaci. Jak na sprawę nie spojrzeć, pozycja Lewandowskiego jest dzisiaj mocna. Władza spora, odpowiedzialność żadna. Po drugie – widzę bardzo dużą szansę na powstanie takiej wspólnej listy. Z powodów ideologicznych, ale także taktycznych. Premia za zjednoczenie występuje zawsze.

Bo jasne i oczywiste jest, że drogi Jaśkowiaka i PO się rozchodzą. Na razie czytamy tu i ówdzie, że PO nie wystawi Jaśkowiaka w następnych wyborach. Błąd! To Jaśkowiak nie będzie chciał być kandydatem PO. I ma rację. Platforma jest toczona wewnętrznym kryzysem i raczej nie widać jego końca. Sondaże nie dają już takiej przewagi jak jeszcze niedawno. Po piętach depcze Nowoczesna. Obiecująca zmiana we władzach PO w Poznaniu i objęcie sterów przez duet Bartosz Zawieja – Mariusz Wiśniewski nie była oczekiwaną zmianą pokoleniowej warty. To dobry kierunek, ale jest to raczej wypadkowa kłopotów Filipa Kaczmarka, a nie świadoma zmiana polityki tej partii. Na chwilę obecną trudno powiedzieć na ile pojawienie się Nowoczesnej zagraża poznańskiej PO, ale z całą pewnością do podziału wyborców dojdzie. Pytaniem, na które nie znamy odpowiedzi jest jedynie skala tego zjawiska. Obecnie politycy PO zachowują się fair wobec swojego prezydenta. Otwarcie nie krytykują Jaśkowiaka, choć czasami dają do zrozumienia, że nie wszystko jest w porządku. Polityka jednak jest grą brutalną. Im szybciej Platforma dostrzeże zagrożenie osierocenia przez prezydenta, tym szybciej będzie mogła wypromować swojego kandydata i jasno zaakcentować swoje niezadowolenie z obecnej polityki Jacka Jaśkowiaka. Jeśli tego nie zrobi i do samego końca będzie trwała w obecnym układzie, tym boleśniej odczuje syndrom opuszczenia przez swojego lidera. Inną sprawą jest fakt, iż PO potrzebować będzie sporo czasu na wyjście z tego klinczu z twarzą. Poznańska platforma znana jest z pewnej inercji decyzyjnej rodem jeszcze z Unii Wolności. Zatem scenariusz z rozstaniem z Jackiem Jaśkowiakiem uznaję za mało realny. Odwrotny – za niemal przesądzony.

Jak wspomniałem wcześniej, dla mnie postawa Jacka Jaśkowiaka jest przykładem bardzo konsekwentnego budowania pozycji politycznej. I choć czasami wydaje się nieco szorstka, politycznie dziecinna, to im dłużej takie przekonanie będzie panowało wśród potencjalnych konkurentów urzędującego prezydenta, tym lepiej dla niego. Bowiem może się okazać, że wszystkie „doświadczone” partie wpadną w precyzyjnie tkaną polityczną sieć Jaśkowiaka. A mówiąc precyzyjniej, w sieć, którą dość skrzętnie i umiejętnie tka Tomasz Lisiecki. Ze wszystkich decyzji kadrowych, ta była moim zdaniem najlepszym posunięciem prezydenta. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, iż to właśnie ten były dziennikarz Polsatu stoi za uporządkowaniem pewnych spraw. Hasło „Wolne Miasto Poznań” – dumnie brzmiące, choć nic nie mówiące, jest idealną platformą do nadawania tonu w najbliższych latach. Chaos jest tylko pozorny, rozmach duży, a im bardziej lekceważony, tym lepiej dla obecnego prezydenta.

To wszystko prowadzi do jednego wniosku. Jaśkowiak celuje w spór ideologiczny, wykorzystuje słabość konkurencji, bowiem celem jest druga tura (na wygraną w pierwszej szans raczej nie ma), w której spotka się z przedstawicielem PiSu. Oczywiście o ile pozostali nie ruszą z miejsca. To układ idealny. Wówczas bowiem zostanie wykorzystane hasło Ryszarda Grobelnego – brońmy Poznań przed politykami. Z drobną korektą – brońmy Poznania przed politykami PiSu. I tu zostaną uruchomione wszelkie dotychczasowe pokłady walki ideologicznej, w której Jaśkowiak będzie wiarygodny. To w tym momencie okaże się, że odwoływanie się do lewicowego elektoratu da legitymację do walki „z tym strasznym PiSem”. Tak więc po co Jaśkowiakowi sojusz z PO, skoro koniec końców brak poparcia będzie rozgrywany jako wsparcie Prawa i Sprawiedliwości? Tego ani PO, ani Nowoczesna mogą nie znieść. Drzwi do drugiej kadencji mogą stanąć otworem. I żaden tramwaj na Naramowice tego nie zatrzyma.

Tekst ukazał się na łamach „Głosu Wielkopolskiego” w dniu 26 kwietnia 2016 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *