W polityce, jak w domu.

Kategorie: Bez kategorii

Żeby spróbować zrozumieć politykę, warto zacząć ją uprawiać w domu. Z dzieckiem. To bywa bardzo pouczające. Nie sądzę, żeby wychowywanie dziecka różniło się wiele od „wychowywania” elektoratu.

Na co najczęściej narzekają rodzice? Że dziecko ich nie słucha, że po sobie nie sprząta, nie chce iść spać, kiedy chcemy i za dużo ogląda telewizji. I nie chce się ubierać albo robi to za wolno. No, przynajmniej u mnie tak jest.

Ale jak się tak dłużej zastanowić, to nie wina dziecka, ale rodziców. Dziecko nie słucha, bo posługujemy się nakazami. Zrób to, teraz i w taki sposób, jak ci tatuś mówi. Problem w tym, że dzieje się tak, bo nie słucham mojej córki, nie zawsze potrafię odczytać to, czego ona chce i czego ode mnie oczekuje. Wystarczy poświęcić trochę czasu, pobawić się w szkołę, pójść na rower i tyle. Okazuje się, że dobre odczytanie potrzeb dziecka wymaga dostosowania się rodziców, bo ono odbiera świat na swój, a nie na nasz sposób.

Banał, prawda? Oczywiście, że tak. To wie każdy rodzic. Ale jedni łapią tą zależność wcześniej, inni później. Są też i tacy, którzy nie dostrzegą tego nigdy. I kiedy tak obserwuję obecną scenę polityczną, to aż mnie dziw bierze, że te rodzicielskie komunały niczego nie uczą naszych polityków.

Naprawdę uważacie, że problemy instytucji państwa są ważne? Że losy Trybunału Konstytucyjnego, czy kwestie kontradyktoryjności postępowania karnego ich rajcuje? Może tylko te dzieci, które to akurat lubią. Bo bawią się w to dlatego, że chcą. Jedne lubią klocki, inne babranie się w glajdzie. Tej ustrojowej zabawy jednak większość elektoralnych dzieci nie rozumie, co więcej – mają to szczerze gdzieś. Nie dlatego, że to nie jest ważne dla państwa. To nie jest ważne dla nich. Wolą pobawić się w szkołę i mieć pewność, że dziecko do dobrej trafi. Albo pobawią się w lekarza, bo co robić w kolejce do specjalisty?

Dlatego z politowaniem obserwuję jak się politycy podniecają frekwencją na marszach KOD-u. Przecież to nic więcej, jak obserwacja które dzieci lubią lalki, a które misie. Nic ponadto.

I jeszcze jedno. Dlaczego dzieci lubią albo nie swoją szkołę? Bo ona jest ciekawa, lub nie. Trafia do nich, lub nie. Nauczyciel potrafi je zainteresować, lub nie. No właśnie. Rolą polityki i polityków jest misja zafascynowania elektoratu światem. A napierdzielanki między przedstawicielami poszczególnych partii naprawdę nie są ciekawe. Bo jakie dziecko interesują spory w pokoju nauczycielskim?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *