Miesięczne archiwum: Marzec 2016

Żeby spróbować zrozumieć politykę, warto zacząć ją uprawiać w domu. Z dzieckiem. To bywa bardzo pouczające. Nie sądzę, żeby wychowywanie dziecka różniło się wiele od „wychowywania” elektoratu.

Na co najczęściej narzekają rodzice? Że dziecko ich nie słucha, że po sobie nie sprząta, nie chce iść spać, kiedy chcemy i za dużo ogląda telewizji. I nie chce się ubierać albo robi to za wolno. No, przynajmniej u mnie tak jest.

Ale jak się tak dłużej zastanowić, to nie wina dziecka, ale rodziców. Dziecko nie słucha, bo posługujemy się nakazami. Zrób to, teraz i w taki sposób, jak ci tatuś mówi. Problem w tym, że dzieje się tak, bo nie słucham mojej córki, nie zawsze potrafię odczytać to, czego ona chce i czego ode mnie oczekuje. Wystarczy poświęcić trochę czasu, pobawić się w szkołę, pójść na rower i tyle. Okazuje się, że dobre odczytanie potrzeb dziecka wymaga dostosowania się rodziców, bo ono odbiera świat na swój, a nie na nasz sposób.

Banał, prawda? Oczywiście, że tak. To wie każdy rodzic. Ale jedni łapią tą zależność wcześniej, inni później. Są też i tacy, którzy nie dostrzegą tego nigdy. I kiedy tak obserwuję obecną scenę polityczną, to aż mnie dziw bierze, że te rodzicielskie komunały niczego nie uczą naszych polityków.

Naprawdę uważacie, że problemy instytucji państwa są ważne? Że losy Trybunału Konstytucyjnego, czy kwestie kontradyktoryjności postępowania karnego ich rajcuje? Może tylko te dzieci, które to akurat lubią. Bo bawią się w to dlatego, że chcą. Jedne lubią klocki, inne babranie się w glajdzie. Tej ustrojowej zabawy jednak większość elektoralnych dzieci nie rozumie, co więcej – mają to szczerze gdzieś. Nie dlatego, że to nie jest ważne dla państwa. To nie jest ważne dla nich. Wolą pobawić się w szkołę i mieć pewność, że dziecko do dobrej trafi. Albo pobawią się w lekarza, bo co robić w kolejce do specjalisty?

Dlatego z politowaniem obserwuję jak się politycy podniecają frekwencją na marszach KOD-u. Przecież to nic więcej, jak obserwacja które dzieci lubią lalki, a które misie. Nic ponadto.

I jeszcze jedno. Dlaczego dzieci lubią albo nie swoją szkołę? Bo ona jest ciekawa, lub nie. Trafia do nich, lub nie. Nauczyciel potrafi je zainteresować, lub nie. No właśnie. Rolą polityki i polityków jest misja zafascynowania elektoratu światem. A napierdzielanki między przedstawicielami poszczególnych partii naprawdę nie są ciekawe. Bo jakie dziecko interesują spory w pokoju nauczycielskim?

Wielki Czwartek. Dzień ustanowienia kapłaństwa. Początek najpiękniejszego okresu w roku liturgicznym – Triduum Paschalnego. I o ile w centrum wiary chrześcijańskiej jest zawsze Eucharystia, tak nie ma jej bez nich. Bo być nie może.

Bóg tak pokierował moją drogą, że od zawsze spotykałem dobrych księży. Spotykałem też i bardzo przeciętnych. Niektórzy nie byli herosami homiletyki, ale za to byli świadkami wiary. Niektórzy odeszli z kapłaństwa, czasami nawet odeszli od Kościoła. Jak w życiu.

Niektórzy z nich są moimi kolegami, z kilkoma się przyjaźnię. Potrafią mnie ustawić do pionu. Bywało nawet i tak, że mówili: – Dobra, teraz nie jestem księdzem, jestem twoim kumplem. I mówię ci – weź się ogarnij i przestań biadolić. Potrafili mi wyprostować zakręty, w których większość wpada już w życiowy poślizg. Są moją kontrolą trakcji, działają jak komputer pokładowy – przez większość czasu w ogóle nie jestem świadomy, że cały czas obserwują, ale kiedy trzeba system się załącza.

Mógłbym, a może nawet powinienem, wymienić przynajmniej kilku z imienia i nazwiska. Ale są to tak intymne relacje, że tego nie zrobię. Bo część z nich byłaby zakłopotana, tacy już są.

I kiedy ktoś mówi mi, że księża są tacy, czy inni, zawsze odpowiadam tak samo. Od ponad 30 lat jestem ministrantem. Wiele widziałem i niewiele mnie zaskoczy, więc daj sobie spokój. Bo nie jestem katolikiem dla księży, nie chodzę do kościoła dla kapłanów, ale dla Boga. Ale bez tych księży nie byłbym lepszym katolikiem. Nie byłbym bliżej Boga.

Dlatego jeśli miałbym dzisiaj złożyć im życzenia, to w zasadzie sprowadzą się do jednego. Moi Drodzy, dobrze, że jesteście, wasza posługa ma sens, a ja jestem tego najlepszym, choć strasznie niedoskonałym przykładem. I dzisiaj Bogu dziękuję za Was, w swoim imieniu. Dziękuję, że jesteście, bo dzięki wam, ja jestem naprawdę.

Księże Stanisławie, Januszu, Waldku, Krzysiu, Adamie, Janie. Ojcze Janie, Leonardzie, Janie. Dziękuję!

Co jakiś czas jak bumerang wraca w Poznaniu dyskusja o odszkodowaniach za niedostarczenie lokalu socjalnego. Koszty idą w miliony, choć udało się zatrzymać wzrost wypłacanych kwot, a w ostatnich latach budżet miasta notuje już spadek tego wydatku. Sprawa w ostatnich dniach wróciła na nowo, ale w nieco innej odsłonie, a mianowicie tzw. roszczeń regresowych wobec osób oczekujących na lokal socjalny po eksmisji.

Na początek kilka słów wyjaśnienia skąd wziął się problem. Temat ten wielokrotnie był poruszany na komisjach Rady Miasta. Przedstawiając radnym rozmaite dane na ten temat, kilkukrotnie wskazywałem, iż do ZKZL dochodzą sygnały, iż niektórzy właściciele lokali wchodzą w swoiste porozumienie ze swoimi lokatorami. Polega to mianowicie na tym, iż właściciel lokalu, który przeciwko swojemu lokatorowi uzyskał wyrok eksmisyjny namawia go do nie płacenia niczego. Ani złotówki. Dlaczego? Dlatego, że każda wpłata od lokatora umniejszałaby należność, jaka przysługuje właścicielowi od budżetu miasta. Wprowadza to po ich stronie jedynie zamęt dowodowy, a przecież „miasto i tak zapłaci”.

ZKZL od kilku lat realizuje wiele działań, które mają ograniczyć poziom wypłacanych odszkodowań. Jednym ze sposobów jest zawieranie ugód z wierzycielami wyroków eksmisyjnych.. Zdecydowania większość wierzycieli przyjęła ten pomysł z uznaniem, choć początkowo bardzo sceptycznie. Po kilku latach okazało się, że ZKZL w tej kwestii dotrzymuje terminów i danego słowa. Istnieje część wierzycieli, którzy do sprawy swoich mieszkań podchodzą „spekulacyjnie”. Pobierają odszkodowania i nic więcej ich nie obchodzi. Jak się można domyślać, wierzyciele, którzy wchodzą w porozumienie ze swoimi lokatorami, a także ci, którzy nie są chętni do zawierania ugód, o których wspomniałem, to często te same podmioty.

Na podstawie przedstawionych powyżej informacji należało podjąć jakieś działania. I w tym miejscu wchodzimy już na grunt analizy wyłącznie prawnej. Zgodnie z brzmieniem art. 5 ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych, złamaniem jej przepisów jest niepobranie lub niedochodzenie należności. Powstaje zatem pytanie, czy istnieje prawna zależność pomiędzy odszkodowaniem wypłaconym właścicielowi, a lokatorem, który oczekuje na lokal socjalny. Roszczenie o zapłatę odszkodowania przysługuje właścicielowi lokalu wyłącznie w sytuacji, gdy orzeczony został wyrok eksmisyjny z prawem do lokalu socjalnego, a lokator nie dokonuje żadnych płatności lub dokonuje płatności na rzecz właściciela jedynie w części. Zatem brak realizacji tego obowiązku ze strony lokatora (a wyrok eksmisyjny nie zwalnia z obowiązku zapłaty należności) przyczynia się do jego powstania po stronie budżetu Poznania. I na tej podstawie miasto wywodzi swoje żądania wobec tych osób, wychodząc z założenia, iż brak zapłaty powoduje powstanie obowiązku po jego stronie (czyli Poznania). Skoro tak, to istnieje na gruncie prawa cywilnego możliwość dochodzenia tych należności w ramach roszczeń regresowych, czyli roszczeń zwrotnych. Gdyby bowiem lokator uiszczał należności, takiego odszkodowania budżet miasta nie musiałby wypłacać.

Jak wskazałem wcześniej już sam fakt, iż należności o charakterze publicznym nie są dochodzone (czyli nie są kierowane do sądu pozwy o zapłatę) stanowi samoistną podstawę naruszenia dyscypliny finansów publicznych. Zatem nie można przejść do porządku dziennego nad faktem, iż w podobnych sprawach miasto Poznań dysponuje kilkuset prawomocnymi wyrokami. Sama zapowiedź rezygnacji z kierowania kolejnych pozwów do sądu może spowodować odpowiedzialność prezydenta miasta Poznania, jeśli tylko zostanie ona rzeczywiście zrealizowana.

W trakcie dyskusji nad tym problemem pojawiły się i inne deklaracje. Pierwsza to taka, że należności te będą umarzane. Inna, że lokatorzy, którzy mają orzeczony obowiązek zwrotu odszkodowania za niedostarczenie lokalu będą zobowiązani do zapłaty jedynie kwoty odpowiadającej wysokości czynszu za lokal socjalny oraz mediów. Z punktu widzenia prawnego deklaracja o niedochodzeniu należności na drodze sądowej oraz umarzaniu należności, lub ich ograniczaniu do wspomnianej wysokości, co do zasady wzajemnie się wykluczają.

Wynika to z faktu, iż nie istnieje żaden przepis, który z automatu powodowałby obowiązek zapłaty przez lokatora równowartości zapłaconego przez miasto Poznań odszkodowania właścicielowi lokalu. Jak wspomniano wcześniej powstaje on dopiero po uprawomocnieniu się wyroku sądu. Jeśli z kolei weźmiemy pod uwagę, iż przedmiotem umorzenia mogą być jedynie istniejące należności, to okazuje się, że bez wyroku sądu w tym przypadku nie można niczego umorzyć, bo nie istnieje nic, co może być przedmiotem umorzenia. Istnieje rzecz jasna pewna możliwość. A mianowicie uznanie przez lokatora długu, jaki powstaje przez zapłatę przez miasto Poznań odszkodowania właścicielowi lokalu. W praktyce jednak trudno spodziewać się, że lokatorzy oczekujący na lokal socjalny będą gremialnie podpisywać ugody, lub składać oświadczenia, w których dobrowolnie taki dług uznają. Zatem swoją zapowiedzią o nie kierowaniu dalszych pozwów do sądu przedstawiciele miasta ograniczają się jedynie do tych dłużników, w stosunku do których wyroki są już prawomocne. Innych już nie.

Podsumujmy. Niedochodzenie przez miasto Poznań roszczeń regresowych skutkować będzie naruszeniem dyscypliny finansów publicznych. Ponadto, brak orzeczeń sądowych (wstrzymanie pozwów) uniemożliwia „oczyszczenie się” lokatora z długu poprzez umorzenie. Tym samym miasto Poznań nie będzie mogło zobowiązać lub nawet umożliwić dłużnikom zapłaty odszkodowania stanowiącego równowartość czynszu jak za lokal socjalny, bowiem w tym celu musiałoby umorzyć swoją należność do takiej wysokości. A jak to zrobić, skoro długu nie ma?

Z zapowiedzi prezydenta wynika, iż w najbliższym czasie zostanie przygotowany projekt uchwały Rady Miasta umożliwiający umorzenia już istniejących długów powstałych na skutek prawomocnych roszczeń regresowych. Przyznam, że mocno mnie ta deklaracja zaskoczyła. Dlaczego? Z jednego prostego powodu – taka uchwała już jest. Niczego nie trzeba uchwalać. Pozwolę sobie tylko wskazać, iż w dniu 8 lipca 2014r. Rada Miasta przyjęła stosowną uchwałę Wystarczy z niej skorzystać.

Załóżmy, że jednak wizja zagrożenia naruszenia dyscypliny finansów publicznych przeważy i miasto Poznań nie zrezygnuje dochodzenia swoich roszczeń. Po pierwsze umorzenie należności może nastąpić jedynie na wniosek dłużnika. Po drugie, istnieją ustawowe przesłanki umorzenia należności (nawet w całości i to z urzędu), do których należą min. ważny interes dłużnika lub interes społeczny. Co do zasady zaś udzielenie ulgi dłużnikowi następuje poprzez umorzenie całości lub części należności lub rozłożenie na raty. Tyle, że każda taka decyzja musi być poprzedzona zbadaniem, czy te okoliczności występują. Trzeba w tym celu przeprowadzić szczegółowe postępowanie, w trakcie którego wszystkie przesłanki zostaną zbadane.

W latach 2012 – 2013 ZKZL przeprowadził weryfikację wyroków eksmisyjnych oczekujących na realizację. Co się okazało? Po pierwsze wśród osób oczekujących na lokal socjalny jest grupa rodzin, których dochód na gospodarstwo domowe znacznie przewyższa kryteria ubiegania się o lokal socjalny, a nawet o lokal komunalny. Otóż zgodnie z ustawą o ochronie praw lokatorów sądy mają obowiązek przyznać prawo do lokalu socjalnego osobom wymienionym w art. 14 ust. 4. Dochodzi zatem do sytuacji, w której na przykład w 5 – osobowej rodzinie sąd przyznaje prawo do lokalu socjalnego tylko jednej z nich, pomijając zupełnie sytuację materialną pozostałych osób. To zaś z kolei prowadzi do sytuacji, że ogólna ocena możliwości finansowych takiej rodziny lub gospodarstwa domowego znacząco odbiega od tego, co nazwalibyśmy rodziną ubogą.

Oznacza to, że tych rodzin nie da się jednoznacznie i z urzędu zakwalifikować do grona rodzin biednych, czy też w drugą stronę – takich, które same sobie poradzą. W tej grupie znajdują się osoby o bardzo różnym statusie materialnym. Miasto nie dysponuje na temat tych rodzin żadną wiedzą. Osoby te nie muszą wykazywać żadnych dochodów. Nawet, kiedy miasto składa im ofertę zawarcia lokalu socjalnego. Podzielam pogląd, że w niektórych sytuacjach, ba – może nawet w większości, problemem tym dotknięte są rodziny, których nie stać było na płacenie czynszu, a potem na zapłatę odszkodowania. I takim rodzinom należy pomóc. Ale nie poprzez bezrefleksyjne umorzenie długów wszystkim pod naporem opinii publicznej, ale po zbadaniu ich sytuacji. Na tym etapie urzędnicy nie mają żadnego innego instrumentu, niż postępowanie o rozłożeniu długu na raty, czy umorzeniu, a zatem pozwy stają się konieczne.

Tekst ukazał się na łamach „Głosu Wielkopolskiego” w dniu 7 marca 2016 r.